Julia przyszła w za dużym kapturze naciągniętym głęboko na oczy. Miała szesnaście lat i poczucie, że cały świat oczekuje od niej, by była „jakaś” – ładniejsza, mądrzejsza, bardziej towarzyska. W szkole była cieniem, w domu – problemem do rozwiązania.
W pracy z młodymi ludźmi Gestalt jest niezwykle uwalniający. Nie ocenia, nie diagnozuje „krnąbrności”. Pyta: „Jak ci jest w Twoim świecie?”. Przez wiele sesji Julia milczała, a ja po prostu z nią byłam. W pełni obecna, nie naciskająca.
Pewnego dnia Julia zdjęła kaptur. Spojrzała mi w oczy i powiedziała: „Tu po raz pierwszy czuję, że nie muszę udawać”. To był przełom. Świadomość własnych potrzeb i granic to najpiękniejszy prezent, jaki nastolatka może otrzymać od terapii. Julia zaczęła odkrywać, że jej „inność” to nie błąd w systemie, ale jej unikalny sposób bycia w świecie. Gestalt pozwolił jej rozkwitnąć we własnym tempie, ucząc, że bycie sobą jest nie tylko możliwe, ale i wystarczające.
